Buntownicy z klauzulą: Tea Partiers pozywają o nazwę partii

Ruch Tea Party jest ostatnio pod ostrzałem i to nie tylko z powodu informacji o tym, że jego liderka, Sarah Palin, rzekomo zażądała wyginających się słomek i podróży samolotem pierwszą klasą od pozbawionego pieniędzy Cal State Stanislaus, gdzie wynajęto ją do wygłoszenia przemówienia. Nie, to jest trafienie od przyjacielskiego ognia. 14 kwietnia do Sądu Okręgowego USA w West Palm Beach na Florydzie wpłynęły dokumenty złożone przez więcej niż jedną frakcję rozłamowego ruchu, z których każda rości sobie prawa własności intelektualnej do nazwy „Tea Party”.

Jak podaje serwis informacyjny Reutersa, sąd ma jeszcze w tym roku rozpatrzyć roszczenia dotyczące tego, kto, jeśli w ogóle, posiada prawa do nazwy Tea Party. Mimo sprzeciwu wobec wielkiego rządu federalnego i widma jego ingerencji w wolność osobistą, Partyzanci dość szybko zwrócili się do sądów federalnych z prośbą o zaangażowanie się w ten spór. Wydaje się, że jeden Fred O’Neal, adwokat z Florydy, zarejestrował „Tea Party” jako partię polityczną na Florydzie z powrotem w sierpniu. O’Neal powiedział Reutersowi, że nazwa jest akronimem dla „Taxed Enough Already” Party i że ma nadzieję na rekrutację kandydatów do uruchomienia przeciwko obu Demokratów i Republikanów. Zgodnie z prawem Florydy, nazwy i symbole zarejestrowanych partii politycznych nie mogą być używane bez zgody komitetu wykonawczego partii.

Po drugiej stronie doku stoi około trzy tuziny osób i/lub grup, które twierdzą, że są częścią ruchu Tea Party i które w styczniu złożyły pozew przeciwko O’Nealowi i dwóm jego współpracownikom, oskarżając ich o próbę „porwania” ruchu i (dalszego) dezorientowania opinii publicznej. „Oni próbują promować kandydatów, których byśmy nie poparli” – powiedział Reutersowi powód Everett Wilkinson. „Ludzie ufają nam bardziej niż partiom politycznym. Ciężko pracujemy, aby utrzymać to zaufanie”.

A ponieważ to po prostu nie byłaby polityka millenialsów, lub działania prawne dla tej sprawy, bez odrobiny obrzucania się błotem, każda ze stron kwestionuje polityczną lojalność drugiej. Według marcowego sondażu przeprowadzonego przez Harris Interactive, ruch Tea Party (nie, nie wiem który) cieszy się poparciem 59 procent Republikanów, w porównaniu z 36 procentami Niezależnych i tylko 9 procentami Demokratów. Opierając się na tych dowodach, Partier Wilkinson twierdzi, że wersja partii O’Neala próbuje ukraść głosy, wystawiając kandydatów trzeciej partii, którzy podzielą głosy Republikanów i wyrzucą Demokratów do urzędów. Z kolei O’Neal obwinia Partię Republikańską. Sędzia sądu na Florydzie będzie miał przyjemność przebywać w ich towarzystwie 6 grudnia.

Po tej wypowiedzi wygląda na to, że skarb narodowy Will Rodgers musiałby się jeszcze raz zastanowić: „Nie jestem członkiem żadnej zorganizowanej partii politycznej. Jestem członkiem Tea Party”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *